dzieci

Garnitur na każdą okazję – czyli Maxymalnie musztardowożółty garnitur

Udostępnij:

Każdy człowiek ma marzenia. Max też miał takie jedno: marzył o swoim własnym garniturze. Nie brakowało mu niczego innego. Rodzina Nixów liczyła dziewięcioro członków, a byli nimi tata Nix, mama Nix, Paul, Emil, Otto, Walter, Hugo, Johann… i Max – najmłodszy i ostatni syn rodziców Nix.

Mieszkali w miasteczku o nazwie Winkelburg położonym w połowie góry, która miał trzy szczyty. Polskie dzieci narzekają, że mamy za mało śniegu, a tam czy lato, czy zima, wiosna, jesień – biało jakbyśmy byli w misce pełnej lodów śmietankowych.

Max miał zielony sweter, zielone skarpety, zielony kapelusik oraz zielone skórzane spodenki. W Wilkenburgu każdy miał jednolity strój. Dziwne, prawda? Chłopiec chciał mieć strój inny niż wszyscy. Pragnął, żeby mieszkańcy miasteczka mówili na jego widok: „Patrzcie! To idzie Maksymilian w swoim cudownym garniturze”.

Młodzi mężczyźni rodzinki Nixów mieli swoje zajęcia, np. Poul – narty; Emil – sanki; Otto – gazety; Walter – ryby; Hugo – lisy; Johann – krowy; Max – wszystko. Ale wszystko? Jak to wszystko? A tak to. Max miał smykałkę do wszystkiego, co robili jego bracia. Dlaczego? Może dlatego, żę przyszedł na świat ostatni i miał okazję obserwować wszystko. Wspomnijmy jeszcze o rodzicach. Tato pracuje w banku, a mama jest krawcową.

Pewnego dnia listonosz przyniósł paczkę. Co w niej było? Oczywiście wełniany, włochaty, nowiuteńki, musztardowożółty garnitur.

„Max maszerował po Winkelburgu w tę, z powrotem i dookoła w swoim musztardowożółtym garniturze. Gdy przechodził sklepikarz i piekarz, kowal i krawiec, złotnik i druciarz, rzeźnik i oberżysta, pan nauczyciel i panie domu, pastor i burmistrz, wszyscy wyglądali ze swoich okien i drzwi”. Jak to się stało, że garnitur trafił właśnie do Maxa? Czemu chłopaki nie chcieli go przyjąć? Aby znaleźć odpowiedzi na tego typu pytania, musicie zajrzeć do „Garnituru na każdą okazję”.

„To nie miało znaczenia”. Chłopiec bardzo chciał, aby jego marzenie się spełniło, więc nie zważał na to, co powiedzą inni. Szczęściarz z tego Maxa! Spełniły mu się dwa marzenia na raz, bo i miał garnitur, i wyróżniał się wśród Wilkensburgowiczów.

Ilustracje są wykonane farbami i pędzlem. To widać od razu i trzeba przyznać, że mają w sobie coś takiego przyciągającego uwagę, takiego magicznego. Namalowała je pani Agnieszka Skopińska i wielkie brawa dla niej. Są naprawdę cudne!

Oczywiście to mój obowiązek napisać, i zrobię to z przyjemnością – tytuł: Garnitur na każdą okazję; napisała: Sylvia Plath; ilustrowała: Agnieszka Skopińska; przetłumaczyła: Jadwiga Jędryas
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2012