
Znajomość nazw kolorów jest wiedzą, którą przyswajamy podczas pierwszych lat swojego życia. Powtarzamy za rodzicami, że trawa jest zielona, słońce – żółte, a niebo – niebieskie. Nie ma tu zbyt dużego pola do zawahań, kłótni lub podważania. Przypisanie nazw konkretnym barwom pozwala na wprowadzenie porządku i uniknięcie nieporozumień. Trudno wyobrazić sobie świat bez tego systemu. Jak wówczas opisywalibyśmy otaczającą nas rzeczywistość? Niełatwo odpowiedzieć na to pytanie. Niełatwym dla naukowców było także odkrycie, że w większości przypadków ludzie widzą kolory bardzo podobnie do siebie. Latami zastanawiano się, czy posiadacze zdrowych soczewek i siatkówek postrzegają konkretne barwy w ten sam sposób. Zeszłoroczne badania rozwiały wszystkie wątpliwości i udowodniły, że nasze patrzenie na świat nie jest aż tak oryginalne, jak mogłoby się wydawać. Czasem jednak warto odłożyć naukowe badania na bok i zabawić się wyobraźnią, idąc w ślady Gonçala Viany – autora książki „Malarz rozrabiaka”.


Rozrabianie to jedno z ulubionych zajęć wielu dzieci. Gdyby miał rzucić kamieniem każdy, kto w wieku kilku lat czuł potrzebę podmienienia cukru na sól, związania pary butów sznurówkami i schowania telefonu rodzicom, szybko uzbierałby się całkiem pokaźny stos kamieni. Oczywiście sprawianie psikusów jest znacznie zabawniejsze, kiedy nie jesteśmy ich ofiarą. Gdybym pewnego dnia zauważyła, że drzewo tuż obok mnie ma białe liście, a oddalona chmurka na niebie jest zielona, byłabym co najmniej zaniepokojona. Dokładnie taka sytuacja przytrafiła się bohaterom pozycji „Malarz rozrabiaka”. Nagle kolory otaczającego świata zamieniły się miejscami. Zjawisko do tej pory nigdy niezaobserwowane przyprawiło dwoje przyjaciół oraz czytelników o lekki szok. A co takiego robią tutaj czytelnicy? Odkrywają tajemnicę barwnego rozrabiania równolegle z bohaterami. Pierwszy krok każdej zagadki jest oczywisty i nie stanowi zaskoczenia. Należy znaleźć winowajcę całego zamieszania.

Winowajcą jest ilustrator – twórca nieuporządkowanej rzeczywistości postanowił zagrać na nosie wszystkim dzieciom i mocno poruszyć ich wyobraźnię za pomocą psikusa. I choć czytamy: „Ten ilustrator jest do niczego!”, prędko odkrywamy, że w tym zdaniu nie kryje się nawet szczypta prawdy. To jedynie delikatna prowokacja, zachęta do odkrywania tajemnicy. Gonçalo Viana, portugalski ilustrator, stworzył pewnego rodzaju manifest dla czytelników w wieku przedszkolnym, zachęcający do twórczego buntu i interpretowania rzeczywistości zgodnie ze swoim sercem oraz intuicją, wbrew panującym zasadom i poprawności. Jego książka może stanowić lekkie niebezpieczeństwo dla rodziców, ponieważ jestem przekonana, że „Malarz rozrabiaka” rozhuśta wyobraźnię dzieci do granic możliwości oraz zachęci ich do całkowitej wolności twórczej poprzez eksperymentowanie z kolorami, formami i znaczeniami. Zatem, drodzy rodzice, proszę się nie zdziwić, jeśli prace Waszych dzieci będą znacząco wychodziły poza przestrzeń kartek, a pewnego dnia w kuchni lub łazience powitają Was mieszanki wielobarwnych farb.

Autor, jak na prawdziwego architekta przystało, wykreował geometryczny świat, posługując się szalonymi bohaterami, wykwintnymi kostiumami, niespotykanymi maszynami i kosmicznymi postaciami. Sprawnie żonglując ukrytymi żartami, mogącymi bez wątpienia rozbawić nie tylko młodych czytelników, Gonçalo Viana udowadnia, że jest znakomicie zaznajomiony ze schematem działania dziecięcej wyobraźni, a tak właściwie – z jej rozbrajaniem i składaniem na nowo. Bezpośrednie zwroty do odbiorców jeszcze bardziej angażują ich w uczestniczenie w rozwiązywaniu zagadki, a złożone i świetnie rozplanowane ilustracje pozwalają wracać do lektury kilkukrotnie. Trzeba przyznać, że gdyby książka o wdzięcznym tytule „Malarz rozrabiaka” skrywała w sobie blade, niezaskakujące i nieatrakcyjne ilustracje, premierę można by uznać za niezłe fiasko. Całe szczęście do nowości Wydawnictwa Format pasują wyłącznie antonimy wymienionych określeń. Nic dziwnego, że książka zdobyła wyróżnienie Bologna Ragazzi Award, czyli najważniejszego konkursu ilustracji dziecięcej.


„Malarz rozrabiaka” w tłumaczeniu Olgi Bagińskiej-Shinzato oczaruje i napełni odwagą do tworzenia nie tylko młodych czytelników. To wizualna uczta dla każdej osoby zainteresowanej ilustracją, projektowaniem, czy też malarstwem. Połączenia kolorystyczne zdecydowanie nie zawodzą, a niekonwencjonalne rozwiązania potrafią wprawić w zachwyt. Dlatego tak niezwykle cieszy mnie, że książka jest objęta moim patronatem. To pozycja, przepięknie wydana przez Wydawnictwo Format, która zatrzymuje, uwodzi formą i podsuwa refleksje o twórczych ograniczeniach i niewykorzystanym potencjale naszej wyobraźni. Jestem bardzo ciekawa, jakie dzieła powstają w domach młodych czytelników po zapoznaniu się z „Malarzem rozrabiaką”. Z pewnością nieoczywiste i tryskające kolorami.