
Sztuka współczesna? Nie, to nie dla dzieci. Przecież ten obszar kultury jest zarezerwowany dla osób powiązanych ze światem artystycznym, posiadających wiedzę na temat historii sztuki, poruszających się w elitarnych kręgach i niemogących narzekać na swój status finansowy. Nic bardziej mylnego. Jako że edukacja artystyczna nie należy do priorytetów polskiego szkolnictwa, zdarza się, że sami stawiamy sobie granice poznawania sztuki, a dodatkowo przenosimy tego rodzaju bariery z pokolenia na pokolenie. Zakładamy, że nie zrozumiemy danych dzieł, nawet nie zaznajamiając się z nimi. Nazywamy ich autorki i autorów ekscentrykami lub określeniami oprószonymi dawką pogardy i nieposzanowania, nie dając sobie szansy na zapoznanie się z owocami ich pracy. Oczywiście nie musimy uważać wszystkich dzieł sztuki za intrygujące i warte zwrócenia uwagi. To wspaniała umiejętność, by móc określać, co przypada nam do gustu, a co nie do końca rezonuje z naszym postrzeganiem świata. Warto, aby młodzi czytelnicy uczyli się tego już od najmłodszych lat.

Aby nabyć umiejętność konstruktywnej opinii, nie musimy być absolwentami szkoły artystycznej z dyplomem na koncie. Niekiedy wystarczy, że uruchomimy swoją wyobraźnię i ożywimy drzemiącą w nas kreatywność. Właśnie do tego zachęcają autorki książki „Mój świat, moja sztuka” – Katarzyna Kołodziej-Podsiadło i Marta Ignerska. Sama publikacja rozpoczyna się rozważaniami, krótkimi sentencjami, definiującymi, z czego składa się nasz świat. Listę otwierają odczuwane przez nas emocje i codzienne czynności, takie jak śmiech, strach, gmeranie patykami i łobuzowanie, natomiast zamykają ją twórcze działania, między innymi lepienie z gliny, konstruowanie, czy też eksperymentowanie. Gdy dochodzimy do wniosku, że w tytule książki nie kryje się ani szczypta kłamstwa (tak, mój świat to moja sztuka!), zaczyna się prawdziwa zabawa.

Publikacja podzielona jest na osiem części, a każda z nich prezentuje dzieła sztuki krążące wokół wybranego tematu – między innymi uczuć, natury, przyjaciół. Najpierw zajrzyjmy do segmentu DOMEK. Szczególnie ujął mnie projekt Elżbiety Jabłońskiej zatytułowany „Supermatka”, składający się z fotografii, które dzieli aż siedemnaście lat. Pewnego dnia syn artystki, Antek, wrócił z przedszkola ze zdjęciem z balu karnawałowego. Właśnie w tym momencie Elżbieta Jabłońska zobaczyła w nim nie tylko małego chłopca, ale także bajkowego bohatera. Ta myśl zainspirowała ją do stworzenia postaci Supermatki. Przebrała się w strój Batmana, Spider-Mana i Supermana, po czym sfotografowała się w mieszkaniu razem ze swoim synem na kolanach. Tak naprawdę wykonała nie tylko intrygujący autoportret w kostiumie. Jej projekt jest hołdem oddanym wszystkim mamom, które codziennie muszą zamieniać się w superbohaterki. Wykonują pracę, często niezauważalną, którą doceniamy dopiero, kiedy dostrzeżemy jej brak. Nasze mamy zamieniają się w lekarki, malarki, kucharki, animatorki, nauczycielki i wróżki zębuszki. Co ciekawe, artystka powtórzyła sesję fotograficzną, gdy jej syn był już dorosłym mężczyzną. Dziś mówi, że niekiedy siada na jego kolanach, by „pomachać nogami nad ziemią”.

Nie odchodząc od wątku rodzinnego i zauważania detali, które na pierwszy rzut oka są niewidoczne, zdecydowanie warto zwrócić uwagę na projekt Karoliny Balcer „Happy Family”. W książce „Mój świat, moja sztuka” została zaprezentowana praca będąca częścią projektu, zatytułowana „Dream on”. Impulsem do powstania złożonego dzieła była trudna sytuacja życiowa artystki i jej brata, który okresowo doświadczał chorób psychicznych wynikających z prywatnych problemów. Choć rodzina Balcerów nie miała materialnych braków, okazało się, że trudności, z jakimi przyszło im się mierzyć, były głębsze i bardziej skomplikowane, niż początkowo mogłoby się wydawać. Posługując się tekstyliami i tkaninami, artystka stworzyła obiekty kojarzone z komfortem i wygodą. Wyszywała dywany, wycieraczki, kanapy, ręczniki, jednak pomimo swoich przytulnych form, reprezentowały one ciężkie do przezwyciężenia problemy, a miękkie tworzywa kontrastowały z mocnymi treściami. Dzieła Katarzyny Balcer jasno pokazują, że wchodząc do czyjegoś domu, w gruncie rzeczy nie mamy pojęcia, jak wygląda życie mieszkającej tam osoby, dlatego to tak istotne, abyśmy byli uważni na siebie nawzajem i stronili od bezpodstawnego oceniania.

„Supermatka” oraz „Happy Family” to zaledwie dwie z ponad stu prac przedstawionych w książce wydanej przez Wydawnictwo Wytwórnia. Moje serce skradł także performans Daniel Kotowskiego, rzucający światło na społeczność i codzienne zmagania osób niesłyszących, specjalnie zaprojektowana przez Karolinę Wiktor czcionka, składająca się nie tylko z linii, ale także brakujących, pustych przestrzeni oraz niewielkich rozmiarów dom przypominający namiot, zbudowany przez Honoratę Martin z przedmiotów, które pozostawiła po sobie babcia artystki. Nietrudno dostrzec, że Katarzyna Kołodziej-Podsiadło – z zawodu historyczka sztuki i kuratorka wystaw, związana z Zachętą – dokonała skrupulatnej selekcji, wybierając naprawdę wartościowe dzieła niosące ze sobą wspaniałe przekazy i reprezentujące istotne wartości. Wspólnie z ilustratorką słynącą z niestandardowych rozwiązań, Martą Ignerską, stworzyła kompleksowe i angażujące zaproszenie do świata sztuki współczesnej dla jej najmłodszych odbiorców.

Książka „Mój świat, moja sztuka” stanowi formę hybrydy, połączenia albumu, zeszytu i szkicownika. Po zapoznaniu się z danym dziełem, czytelnicy stają w obliczu pytań pobudzających kreatywność. Muszą zastanowić się, jakie miejsce na ziemi jest ich ulubionym, rozszyfrować słowo zapisane alfabetem Morse’a, skonstruować instalację z rzeczy znalezionych na spacerze i wyobrazić sobie, jak widziany jest człowiek z perspektywy kruka lub szczura. Mamy tutaj do czynienia z pozycją, której czytanie jest rekomendowane w towarzystwie kredek, markerów, plasteliny i wszystkich materiałów, które mogą zostać wykorzystane przy twórczych działaniach. Autorki zachęcają do odważnej zabawy, dodatkowo sugerując, że sztuka współczesna jest dostępna nie tylko w gmachach muzeów i galerii. Każdy z nas może zostać artystką bądź artystą. Niezwykle wzruszył mnie fakt, że okładką książki jest praca stworzona przez Hanię, córkę Marty Ignerskiej, a zaznajamiając się z kolejnymi rozdziałami, możemy trafić na ilustrację wykonaną przez Klarę, córkę Katarzyny Kołodziej-Podsiadło. To bardzo jasny komunikat – tak, dzieci są mistrzami kreatywności. Jestem bardzo ciekawa, jak wyglądają dzieła zainspirowane przez prace polskich artystek i artystów sztuki współczesnej XX i XXI wieku, ponieważ publikacja „Mój świat, moja sztuka” z pewnością prowadzi do upustu drzemiącej w młodych czytelnikach pomysłowości. Co więcej, zawiera bardzo pomocne i edukujące wyjaśnienia. Tłumaczy między innymi, czym jest abstrakcja, na czym polega instalacja i z czego składa się fotokolaż.

O książce, jej celu, procesie powstawania oraz zawartych w niej przekazach miałam przyjemność porozmawiać z autorkami na antenie radiowej Trójki tuż po jej premierze. W prowadzonej przeze mnie audycji „Zagadkowa Niedziela” zachęcałyśmy słuchaczy do zaprzyjaźnienia się z polską sztuką współczesną, a towarzyszące nam w studiu Wanda i Amanda podzieliły się swoimi przemyśleniami po przeczytaniu książki. Zaprezentowały nawet swoje ulubione dzieła! Jeśli ktoś miałby ochotę odsłuchać listopadowej audycji, podsyłam link do jej zapisu. Mam nadzieję, że udało nam się pobudzić wyobraźnię wszystkich osób po drugiej stronie radioodbiorników.